Header Ads Widget

Ticker

6/recent/ticker-posts

Zużycia stycznia

Pierwszy miesiąc tego roku mamy za sobą (czy Wam ten miesiąc też minął niesamowicie szybko?), także chciałabym dzisiaj podsumować kosmetyki, które udało mi się zużyć w styczniu. O dziwo jest tego bardzo dużo, także bez przedłużania zapraszam na przegląd. Zaczniemy od kolorówki, gdyż to z niej jestem najbardziej dumna. Przygotujcie sobie coś do picia albo do jedzenia, bo będzie tasiemiec:
* Shiseido Synchro Skin N1 - miałam z tym podkładem burzliwą relację, czasem mi się bardzo podobał na skórze, czasem nie lubiłam tego pudrowego wykończenia. Ogólnie był to produkt przyzwoity, trzymał się cały dzień w niemalże nienaruszonym stanie i miał ładny kolor, ale nie odkupię, ponieważ o ile mi wiadomo to został wycofany, a na jego miejsce powstał inny. Wolę podkłady o bardziej świetlistym wykończeniu, tego mi tutaj zabrakło.
* Max Factor 2000 Calorie tusz do rzęs - nie wiem, jak to się stało, że skusiłam się na zakup tego bubla, mimo tego, że nawet miałam notatkę sprzed kilku lat (którą znalazłam później), że to jedno wielkie g i nie warto kupować. Tusz ani nie wydłuża, ani nie pogrubia, szczoteczka nabiera albo za dużo, albo za mało produktu, ale najbardziej nie mogę przeżyć tego, że przy każdym użyciu i zamykaniu produktu on 'wyłaził' z opakowania. Za każdym razem miałam upierdzielone ręce i wszystko obok. Stwierdziłam jednak, że jak już kupiłam to się przebiedzę i poużywam. Niestety starczył mi może na 3 tygodnie, bo potem wysechł, a był w folii wcześniej, więc nie było szans, że ktoś go otworzył. Bubel - nie kupię nigdy więcej.
* Chanel Le Volume Revolution De Chanel - minis, podobnie, jak MF ten tusz nie nadawał się do niczego. Przyszedł w takim hermetycznym opakowaniu które musiałam rozedrzeć, więc też nie było szans, żeby ktoś w nim grzebał, a radość z używania miałam może ze 2 tygodnie, bo potem zasechł. Szczotka zbyt wielka i nabierała za dużo produktu, zero wydłużenia na rzęsach, ALE przy kilku warstwach dawał bardzo mocne pogrubienie. Jednak przez to, że wydłużenia nie dawał niemalże żadnego i tak rzęsy wyglądały smutno i biednie. Tu również był problem z tuszem wyłażącym z opakowania, ale tylko przez pierwsze kilka dni. Nie ponowię zakupu. Może z jakimś tuszem wydłużającym dodatkowo by się sprawdził lepiej, ale sam jest słabiuśki.
* Estee Lauder Pure Color Blush Peach Passion - zużyłam kiedyś jeden i odkupiłam jeszcze w starym opakowaniu (teraz są w granatowym), cudowny kolor, świetna konsystencja, gdyby nie to, że mam dużo róży i staram się zejść z ilości, to pewnie bym odkupiła (po wcześniejszym wytestowaniu, czy na pewno te nowe są wciąż tak samo dobre, jak ten, który zużyłam:D)
* Inglot cienie - jakiś jasny kolor i trochę ciemniejszy na załamanie powieki, przyznam szczerze, że miałam je już jakiś czas i po prostu zdecydowałam, że czas je zużyć i się z nimi pożegnać, tym bardziej, że mam sporo cieni w podobnych odcieniach i tu też staram się zejść nieco z ilości. Cienie Inglota według mnie są trochę zbyt suche, nie blendują się za dobrze, ale jako cień bazowy na całą powiekę się nadają. Nie planuję ponownego zakupu (choć mam cieni Inglota jeszcze kilka sztuk)
* Bell Hypoallergenic Perfectionist Powder - odcień 01, czyli ten z żołtymi kwiatkami, jedyny słuszny dla mnie :D Na początku nie byłam zadowolona, z rozświetlającymi podkładami ten puder owszem, daje efekt rozświetlenia, ale nie trzyma makijażu w ryzach, natomiast z podkładami, które same z siebie lekko zastygają, lub mają nieco pudrowe wykończenie (jak ten z Shiseido) spisuje się całkiem nieźle. Genialnie też wygląda nałożony w niewielkich ilościach pod oczami. Puder ok, ale trzeba go wyczuć i nie nakładać za dużo. No i trzeba pamiętać, że rozświetlających podkładów nie utrzyma w ryzach (szkoda). Nie wiem, czy bym odkupiła, może tylko do używania pod oczy?
* Mac Sunny Seoul i Mac Speed Dial - obie ładne, chociaż Speed Dial miał taki wyraźny holograficzny poblask na ustach i nie do końca mi to pasowało, Sunny Seoul bardziej wiosenno-letnia (ale ja się takimi niuansami nie przejmuję i noszę to, co chcę kiedy chcę :D), obie są wycofane, więc nie ma się co nad nimi specjalnie rozwodzić.
* Ziaja GdanSkin - balsam do ciała, który nawilżał przeciętnie, ale dla mnie wystarczająco, a do tego pięknie pachniał plażą i muszelkami (jestem z Gdańska, więc wszelkie takie rzeczy mnie kupują), więc potwierdzam, że marce udało się dobrze oddać zapach znad morza :D Konsystencja raczej delikatna, dobrze się wchłaniał, poprawny produkt. Nie zauważyłam natomiast żadnego rozświetlenia, chociaż to może lepiej.
* Palmolive Naturals Sensitive Skin - żel do mycia ciała, który pachnie czystością, ja bardzo lubię takie zapachy, więc zużyłam z przyjemnością. Dobrze się pieni, dobrze myje, nie podrażnia, pewnie odkupię jak zużyję te, co mam.
* Avene Cleanance żel do mycia twarzy - wracam do niego regularnie, bardzo lubię to uczucie piszczącej niemalże skóry po myciu, podoba mi się zapach i wspaniałe właściwości myjące. Będę dalej kupować. Aż dziwne, że nigdy o nim nie napisałam na blogu.
* The Ordinary AHA + BHA peeling - u mnie się nie spisał, wydaje mi się, że mam zbyt wrażliwą skórę na używanie go. Owszem, skóra po użyciu była gładziutka jak pupcia niemowlaka i taka atłasowa niemalże, ale moja cera reagowała zaczerwienieniem, podrażnieniem i już po kilku godzinach pojawiały się na niej niedoskonałości. Nie jest to kosmetyk zły i przyznaję, że działa, natomiast po prostu moja skóra go nie za dobrze toleruje.
* Estee Lauder Advanced Night Repair - minis serum do twarzy, wciąż nie uważam, żeby to serum coś spektakularnego robiło, natomiast im starsza jestem, tym bardziej mam wrażenie, że ono daje spoko warstwę nawilżenia i skora jest przyjemna w dotyku. Mam chyba jeszcze 1 taki minis więc zużyję, ale nie kupię pełnego opakowania, bo chcę się skupić w przyszłości na innym rodzaju pielęgnacji.
* Estee Lauder DayWear Eye - krem pod oczy, równiez minis, jak dla mnie za mało treściwy i zbyt słabo nawilżający, zużyłam, skóra nie wołała pić bo jego użyciu, ale do mojego hitu w tej kategorii to mu wiele brakuje.
* Touch in Sol Pretty Filter Waterful Glow Cream - minis, który był w kalendarzu adwentowym. Zużyłam bez szczególnego zachwytu, mam wrażenie, że za mało nawilżał, 'glow' nie dawał żadnego, na pewno nie jest to kosmetyk do odkupienia dla mnie
* Clarins Gentle Eye Makeup Remover - jak się cieszę, że to był tylko minis, bo gdybym kupiła pełną butelkę, to bym klęła jak szewc, ten płyn mili Państwo nie robi nic, a już na pewno nie zmywa makijażu, jest za mocno perfumowany, nie radzi sobie z lekkim podkładem, z oczami (wymalowanymi niewodoodpornymi kosmetykami) nie radzi sobie wcale. Szajs za wiele monet.
* mydło, nie wiem, jaka to marka - ale to i tak nie ma znaczenia. Mydło dostałam w kalendarzu adwentowym, od początku go nie lubiłam, bo pachnie czymś naturalnym, a najbardziej lawendą, a ja lawendy nienawidzę, zużyłam do mycia pędzli, ale męczyłam się z tym smrodem, ja wolę takie kremowe, czyste zapachy (wiecie, świeże pranie czy coś takiego)
* Dove Pink - to mydło też zużyłam do mycia pędzli, tutaj już wszystko jest cacy, zapach mi pasuje, twardość kostki mi pasuje (nie mięknie przy samym końcu używania), domywa pędzle i gąbki bardzo dobrze, mam więcej w zapasie
* L'Occitane Amande - minis olejku do mycia ciała, nie lubię olejków, bo wszystkie tak mi dziwnie pachną jakby rybą (nie wiem, skąd to skojarzenie, ale własnie tak jest), nie pienią się i odnoszę wrażenie, że nie domywają mojej skóry. Nie lubię tego uczucia po olejkach. Ten też był a kalendarzu adwentowym, więc już zużyłam, ale na pewno bym nie odkupiła. Zapach migdałów połączonych z rybką też mi jakoś specjalnie nie leży :D
* Mixa Lipidowy krem do rąk - byłam całkiem zadowolona, chociaż nie jest to super kosmetyk, ma dość gęstą konsystencję i dobrze się wchłania, natomiast odniosłam wrażenie, że zbyt mało nawilżał moje dłonie
* got2b Glued - spray do włosów; moje włosy są długie i często robię sobie tzw 'bulbę' na czubku głowy, przez to jednak, że moje włosy są równiez delikatne i lejące to muszę sobie ową bulbę utrwalić. Ten lakier mnie nie zachwycił, za mocno skleja włosy i zostawia na nich sklejone strąki (nawet jeśli nie użyje się go dużo). Mam jeszcze jedno duże opakowanie, ale miłości z tego nie będzie i jak tylko tamto zużyję, to nie będę kupować. Lakiery Wella są 100 razy lepsze.
* Primark olejek do skórek - kupiłam jakiś taki najtańszy, używałam jak mi się przypomniało, także rezultaty prawie żadne, nie sądzę, żebym miała odkupić tego typu produkt, bo po prostu zapominam używać i to tylko leży
* Eveline peeling, maska-serum do rąk - peeling był świetny, super działanie i pięknie pachniał, natomiast maska nie przypadła mi do gustu, zapach średni i nawilżenie słabe, peeling gdyby był w pełnym wymiarze to bym odkupiła, ale maski nie
* rzęsy - znowu ta sama, najtańsza dostępna marka, dalej sobie doklejam rzęski metodą 1:1 i tak, rozumiem, że jest to czasochłonne i tylko do zmycia makijażu wieczorem (stąd najtańsze dostępne rzęsy, bo i tak je rozdzielam z kępki), ale tak mi się efekt podoba, że póki mi się nie znudzi to będę tak kleić
* Organique Glinka Ghassoul - jak dla mnie trochę zbyt mocno trzeba się bawić z taką proszkową formułą, strasznie się sypie z twarzy, a do tego ta konkretna glinka wysuszała mi za mocno skórę, produkt nie dla mnie
* Próbki - Purito Water Cream saszetka - trochę za mało nawilżajaca jak dla mnie; Glamglow Berry Glow - cudny zapach, ale nie lubię takich maseczek, działanie też na godzinę może; próbka perfum Comme Des Garcons Copper - nie dla mnie, męczył mnie ten zapach; próbka Macowego Strobe Cream w odcieniu Goldlite, pani dała mi prawie cały słoiczek, więc mogłam dobrze przetestować, super produkt, daje ładne rozświetlenie cery, kiedyś sobie kupię.

Ktoś dotrwał do końca? :D Ogromnie się cieszę z moich zużyć styczniowych, bo całkiem nieźle mi poszło. Ciekawe, czy w lutym też będzie tak owocnie?
A jak Wasze zużycia? Dużo kosmetyków udało się Wam wykończyć?

Yorum Gönder

0 Yorumlar